TOMASZ HIKMAN - KLUB WIDZIANY JEGO OCZAMI
Tomasz Hikman - współtwórca i lider nieistniejącej już grupy "Experyment"
TOMASZ HIKMAN - KLUB WIDZIANY JEGO OCZAMI
BLOG - PSYCHODŁUGOPIS HIKMANA

Tomasz Hikman - współtwórca i lider nieistniejącej już grupy "Experyment" (oraz art-zina pod tym samym tytułem) , absolwent Międzynarodowego Studium Dziennikarskiego w Katowicach. Publikował artykuły filmoznawcze poświęcone głównie działalności niezależnych środowisk filmowych, festiwalom kina offowego oraz cyklicznym przeglądom - m.in. w "Nowinach Gliwickich" oraz okolicznościowych gazetach Uniwersytetu Śląskiego. Współorganizator akcji i happeningów w ramach pracy dla partii politycznej. Okazjonalnie grywa w filmach offowych.Jego opowiadanie "Ciemna strona człowieczeństwa: Bestia" (napisane wspólnie z R. Niemczykiem) zdobyło III miejsce w ogólnopolskim konkursie literackim internetowego serwisu horror on line na najlepsze opowiadanie.
Poniżej artykuły, które opracował.
"Nastaje świt" recenzja filmu GKF pt. "Zmierzch świtu"
23 października 2002 r. w gliwickim kinie „Amok” w ramach przeglądu polskiego kina „offowego” odbyła się absolutna premiera filmu pt. Zmierzch świtu w reżyserii Marcina Kondraciuka.
Zmierzch świtu trwa około 16-tu minut. I jest to 16 minut nasycone mnogością alegorycznych, onirycznych obrazów, za pomocą których reżyser (i jednocześnie główny aktor) buduje - już od pierwszych ujęć charakteryzującą się pewnym fatalizmem - opowieść o odosobnieniu, zbrodni i zemście. Na płaszczyźnie zdarzeń film posiada wyjątkowo czystą sytuację fabularną: rezygnując ze znaczących wątków pobocznych, przedstawia historię jednego bohatera, wrażliwego samotnika, pragnącego ukarać zabójców i gwałcicieli swojej ukochanej, co w końcu dokonuje się na ekranie w serii krótkich, pospiesznych ujęć. Nawiązania – może mimowolne – do ogranego w kinie motywu zemsty jednostki za krzywdy wyrządzone przyjaciołom, bądź najbliższym przywołują kino sztuk walki (wymienię tu choćby takie dziełka tego gatunku jak: Wejście smoka Roberta Clouse czy Pozdrowienia śmierci z Szanghaju - oba z wielkim Brucem Lee, oraz Krwawy sport Newta Arnolda czy Kickbokser M. DiSalle i D. Wortha z gwiazdą Jean Claude Van Dammem), a także rozprawiających się z przestępcami za pomocą własnych metod samotnych mścicieli z westernów (Brudny Harry Dona Siegela), z kultowych komiksów przeniesionych na ekran (Punisher, Kruk Alexa Proyasa), oraz – w mniejszym stopniu – z kina samurajskiego (scena treningu z bronią „białą”). Jednakże całkowite usytuowanie filmu pomiędzy schematy wyżej wymienionych gatunków byłoby pewną nieścisłością, gdyż Kondraciuk nasyca go kameralną, autonomiczną wizją. Pełne klaustrofobii i mroku nagromadzenie w duszy bohatera traumatycznych przeżyć osiąga apogeum: powoduje pęknięcie wewnętrznego muru dotychczas tłumionego gniewu (co analogicznie nasuwa animowaną sekwencję z głośnego The Wall Alana Parkera). Poprzez stale powracające sceny wspomnień głównej postaci (pierwsza komunia kojarząca się bohaterowi z solidnym laniem ojcowskiego pasa; pobicie przez nieznajomych nastolatków; śmierć przyjaciela podczas bliżej nieokreślonych działań zbrojnych; gwałt i morderstwo dokonane na jego dziewczynie), reżyser, pomimo dosyć skrajnych przykładów, obnaża pewną psychologiczną prawdę na temat mechanizmu rodzenia się zła. Nie ulega wątpliwości moralna jednoznaczność czynów bohatera, działającego według szablonu akcja-reakcja, pomimo niezaprzeczalnego faktu, iż widz z pewnością rozumie pobudki, które pchnęły go do popełniania zbrodni. Co więcej – może mu nawet współczuć. Raczej nie mający dydaktyczno – moralizatorskich ambicji film prowokuje wewnętrzne pytania: „Jak Ty zachowałbyś się po takich doświadczeniach, jakie spotkały bohatera? Czy umiałbyś żyć wiedząc, że mordercy bliskiej Ci osoby są bezkarni?”. Wspomniana jednowątkowość – spowodowana zapewne bardzo skromnym budżetem – paradoksalnie wychodzi filmowi na dobre; staję się on czymś więcej niż tylko rozrywką kilku zapaleńców dysponujących kamerą (chociaż zapewne był nią także): cichą i w gruncie rzeczy bardzo smutną rozprawką na temat rozmaitych determinant, które nieustannie oddziałują na życie i postępowanie jednostki. Zmierzch świtu operuje nie tylko ograniczoną liczbą postaci oraz znikomą rekwizytów (pistolet, miecz samurajski, karabiny, zapalniczka), ale także całkowicie rezygnuje z warstwy dialogowej czym bezsprzecznie wygrywa. Ta ascetyczna historia opowiedziana za pomocą słowa zapewne zatraciłaby siłę oddziaływania, która przecież wypływa z obrazów. W obecnej erze kina, w której dialog stał się jedną z podstawowych wartości decydujących o sile filmu, często ograniczając, bądź wypierając wartość obrazu (twórczość Allena), etiuda Kondraciuka odwołuje się do archaicznego rodowodu kina – pierwszych lat kina dźwiękowego (operuje muzyką i dźwiękiem). I mimo, że poszczególne sceny zdają się być dalekie od doskonałości formalnej, amatorsko eksperymentalne (np. scena „wojenna”, która jest nie tylko słabo zrealizowana, ale także trochę odcina się od całości filmu; być może pochodzi z wcześniejszego filmu GKF-u pt. Stracone marzenie), to przecież niektóre (scena kroczenia jasnym tunelem, widziane z „dziecięcej” perspektywy ujęcie ojca uderzającego pasem, czy „samotności w tłumie”) wskazują na pewne opanowanie operatorskiego warsztatu. Pewnych smaczków dodaje fakt, iż film w całości kręcony był w Gliwicach, a widz dobrze znający to miasto zostaje wciągnięty w niezamierzoną zabawę polegającą na odgadywaniu miejsc akcji (można rozpoznać m.in. Park Chopina, wydział geologiczny Politechniki Śląskiej, kościół św. Michała, poligon wojskowy na Wójtowej Wsi). Zważywszy na czas powstawania (około trzy tygodnie!), film należy uznać za całkiem udaną próbę warsztatu i sprawności realizacyjnych jego autorów. Ciekaw jestem jak twórcy poradziliby sobie z fabułą bardziej złożoną, oraz z prowadzeniem większej liczby aktorów. Być może przekonamy się o tym niedługo, gdyż zespół zapowiada produkcję kolejnych filmów. Po filmie reżyser nagrodzony został zasłużonymi brawami. Nie uniknął niestety stereotypowych, a nawet debilnych pytań od publiczności typu: „co chciał przez to powiedzieć” czy „co oznacza tytuł filmu”. I była to zdecydowanie najsłabsza część wieczoru.
"Zmierzch świtu". Reżyseria, scenariusz, zdjęcia: Marcin Kondraciuk. Dźwięk: Paweł Mikoś. Muzyka: zespół „Wrota” ( M.Kondraciuk, P. Mikoś, Beniamin Szwed, Joanna Krawczyk, Piotr Nabielec). Montaż: P. Mikoś, M. Kondraciuk. Efekty specjalne: Mariusz Popielas, Jacek Lątka, Bartosz Koniec. Wykonawcy: Marcin Kondraciuk, Agnieszka Jezierska, Łukasz Junkiert, Tomasz Hamerski, Wojciech Dziadkowiec i inni. Produkcja: Gliwicki Klub Filmowy „Wrota”, 2002 r. 16 minut. Kolor.
TOMASZ HIKMAN
Artykuł ukazał się w „Experyment” 1/2003.
Wciąż nie przeszedłem granicy, którą sobie wyznaczyłem” z Marcinem Kondraciukiem, twórcą filmu Zmierzch świtu, prezesem GKF „Wrota”, rozmawiał Tomasz Hikman Skąd wziął się pomysł na Zmierzch świtu?
We wrześniu była przewidziana największa produkcja klubu, realizacja obrazu Strategia przeszłości . Do każdego filmu powstaje plan realizacji, według niego trwają przygotowania. Jeśli plan nie zostanie zrealizowany, film zostaje odwołany, i tak się stało w tym przypadku. Po odwołaniu nastąpiła „cisza” i w niej zrodził się pomysł na Zmierzch świtu. To wielka próba całego klubu, film był eksperymentem.
Ile czasu minęło od stworzenia pomysłu na film do przeprowadzenia jego realizacji?
Niewiele - trzy dni. Pomysł powstał pod koniec pierwszego tygodnia września, a realizacja rozpoczęła się po dokonaniu zakupu materiałów.
Czy praca na planie przebiegała według ściśle zrygoryzowanego scenariusza, czy też w głównej mierze opierała się na improwizacji?
Na planie nie było śladu scenariusza. Były sceny, które miałem w głowie. Pozostało przekazać tą wizję ekipie i aktorom. Reszta, to pytanie: jak to wykonać, aby było dobrze.
Czy ekipa realizatorska napotkała na jakieś trudności podczas kręcenia filmu?
Jedynymi problemami jakie pojawiają się u nas, są: czas, transport, jeden akumulator do kamery, brak oświetlenia. Aktualnie jesteśmy na etapie rozwiązywania tych dwóch ostatnich.
Jak wyglądała praca z aktorami? Czy trudno było przekazać im pewne wskazówki dotyczące gry?
Każdy pomysł opowiadam aktorom i operatorom przed realizacją, więc mają ogólny jej zarys. Gdy przychodzi do realizacji danej sceny, wiedzą o co chodzi. Dopiero na miejscu informuje ich o ewentualnych zmianach, o tym jak ma to wszystko dokładnie wyglądać, czego oczekuję. Jeśli mają jakieś pytania to pytają, ja odpowiadam. Gdy już znają moją wizję, pytam: „co wy na to”? Każdy widzi to inaczej; czasami wpadnie jakiś nowy, lepszy pomysł i wprowadzam go. Liczę na grę aktora: czasami trzeba go pokierować, innym razem jestem zaskoczony jego inwencją. Problemów z aktorami nie miałem. Każdy aktor był wcześniej przygotowany, nawet jeśli dowiedział się o pomyśle dzień wcześniej.
Dlaczego wybrałeś akurat takie a nie inne miejsca do realizacji filmu?
Szukałem takich plenerów, które oddałyby klimat filmu. Mam takie sprawdzone miejsca do których wracam, a jak wiadomo: widz zobaczy tyle, ile pokaże kamera.
Czyim pomysłem są poszczególne ujęcia?
Ujęcie „bohater rozebrany, w tle niebo” to pomysł Łukasza Junkierta. Płaczący posag Matki Boskiej, ujęcie bohatera tańczącego w tunelu, stojącego pośród drzew (wtedy kamera jedzie na około), a także bliskie ujęcie na gwałconą dziewczynę to pomysły Beniamina Szweda. Większość ujęć konsultowałem z operatorami, wybrałem te najlepsze.
Ile kosztował Zmierzch Świtu? Skąd wziąłeś pieniądze na jego produkcję?
150 zł. To niewielka suma i nie było problemu z jej zdobyciem. Pieniądze na każdy film wykłada jego reżyser.
Ile kopii film liczy obecnie?
15. Oczywiście ta liczba wzrośnie.
Co dalej stanie się ze Zmierzchem świtu?
Czy będzie można go jeszcze gdzieś zobaczyć? Czy zamierzasz zaprezentować go na jakichś ogólnopolskich konkursach kina amatorskiego? Poszukać dystrybutora, zareklamować swoją osobę, znaleźć pieniądze na kolejne filmy?
Film jest dostępny na stronie internetowej klubu, wysyłam go także na festiwale filmów amatorskich. Jest dziełem wspólnym: całego klubu i osób współpracujących, i ma za zadanie klub promować. Co z tego wyniknie? Czas pokaże. Szukam finansów na następne filmy - robi to każdy członek klubu. Niestety trzeba liczyć na własne siły.
Jaki jest stosunek bohatera filmu do Boga?
W pewnej scenie widzimy go, jakby skruszonego, wchodzącego do kościoła, w innej – dumnie stojącego pośród mroku rozświetlanego żarem płonących krzyży (jest to jedna ze scen najbardziej zapadających w pamięć ). Jego wspomnienia z pierwszej Komunii Świętej też nie należą do najprzyjemniejszych...
W scenie Komunii Świętej bohater przedstawiony jest jako osoba jeszcze normalna, nie spodziewająca się nadchodzącego zła, czyli taka jak pozostałe dzieci. Do komunii musi przystąpić osoba oczyszczona z grzechów. W tej scenie widzimy też rodziców. Dopiero po komunii rozpoczyna się film. To taki wstęp, trudny do zrozumienia. Początek życia był u bohatera taki jak u większości ludzi, dopiero później dzieje się źle. W filmie jest scena, gdy bohater stoi przed kościołem, a w pewnym momencie odwraca się i odchodzi. Próbuje uciec od zemsty, która go ogarnia i szuka odpowiedzi, wewnętrznego spokoju. Wini Boga za to, co się przydarzyło rodzicom, siostrze, przyjacielowi. Dekalog mówi „nie zabijaj”, a bohater odwraca się od Boga bo wie, że to co zrobi jest grzechem ciężkim. Staje się zabójcą morderców, jego sąd jest ostateczny, nie może mieć żadnych zawahań. Gdy dochodzi do wypadku, przeżywa na nowo całe swoje życie, spogląda na nie z innej strony. Budzi się na ulicy. Mógł zginąć ale żyje, coś się w nim zmieniło, poczuł że może rozpocząć życie od nowa. Jedna ze scen końcowych: widzimy bohatera jak idzie do kościoła, modli się w zupełnej samotności. To pewnego rodzaju pojednanie, początek nowej drogi. Zadaję widzowi pytanie: czy taki człowiek - po tym co go spotkało i co zrobił - zasługuje na drugie życie. Sceny z płonącymi krzyżami... Nie, krzyże nie płoną, to ogień je otacza. To symbol nadchodzącej śmierci i bólu jaki jest w bohaterze. Myśli coraz częściej o tym, aby dokonać zemsty. Te sceny mają związek z jego rodziną. Trzy krzyże - Ojciec, Matka, Siostra... a ogień to przecież najgroźniejszy z żywiołów. Taki zły ogień w nim płonie, spowodowany utratą tych których kochał. Ich śmierć rodzi w nim pożar uczuć, które pożerają go całą siłą, co oczywiście sprowadza się do czynów nie akceptowanych przez większość ludzi.
Twój film został wzbogacony o ciekawe sceny metafizyczne, rozgrywające się na rozmaitych płaszczyznach: jawy, snu, wspomnień. Co według Ciebie symbolizują sceny: „kroczenia jasnym tunelem” oraz „korowodu postaci otaczających głównego bohatera”?
W moim filmie tunel (wejście) symbolizuje przejście do innego świata, a światło jest granicą. Owy świat jest tajemnicą, która gdzieś głęboko w człowieku drzemie. Przejście przez światło pozwoli spojrzeć na życie z innej obiektywnej strony, spojrzeć z boku, zastanowić się. Tego bohater doświadcza. Wyjście z tunelu to początek nowej drogi, a zarazem jej najtrudniejszy etap. „Korowód postaci otaczających bohatera”... ja to nazywam „zamkniętym kręgiem przeszłości”. To ważna i jedna z kulminacyjnych scen w filmie; współgra ze sceną wyjścia bohatera z tunelu. Samo wyjście nie jest końcem problemów. Postacie otaczające bohatera to ludzie, którzy wpłynęli na taki a nie inny bieg jego życia, spotyka ich od razu po przebudzeniu, to jest jego przeszłość. Gdy wstaje, musi podjąć decyzje, i podejmuje ją, przerywa krąg, pogodził się z tym co go spotkało, ze stratą tych, których kochał. Musi zebrać odwagę na nowe życie. Oczywiście to nie koniec problemów.
Którym filmem w Twoim dorobku jest Zmierzch świtu?
Wokół jakiej tematyki obracały się poprzednie filmy?
Jak zostały zrealizowane?
To mój piąty film. Wciąż uważam, że nie przeszedłem granicy, którą sobie wcześniej wyznaczyłem. Stracone marzenie było filmem kostiumowym, opowieścią o młodych żołnierzach, którzy aby ratować swój kraj rezygnują z marzeń i poświęcają życie dla dobra ojczyzny. Przygotowania trwały pięć miesięcy a realizacja trzy dni. Film był kręcony na kamerze w systemie NTSC. Nie polecam. Drugi film realizowany już na kamerze cyfrowej (cały listopad 2001) to największa jak dotychczas produkcja klubu, na razie jeszcze nie zmontowana. Opowieść o grupce chłopaków którzy mają za sobą spore doświadczenie z narkotykami. Mają dosyć przemocy, narkotyków, znieczulicy w ich mieście i postanawiają wypowiedzieć wojnę światu przestępczemu. Przegrane zwycięstwo osobiście uważam za wielką próbę opowiedzenia o tym, co dzieje się wokół nas, ale jeszcze słabo przedstawioną. Następnym filmem był dokument o tytule Rafcio, opowieść o moim koledze. Ten obraz będzie realizowany raz jeszcze, gdyż wtedy nie było takich możliwości jakie są teraz. Przesłuchanie to próba realizacji teatru telewizji, krótka opowieść o walce jednostki z silnym przeciwnikiem. Akcja dzieje się w jednym pomieszczeniu, występują trzy postacie, dialog toczy się między dwoma bohaterami - przesłuchiwanym i przesłuchującym. Konfrontacja dwóch innych światów.
Czy zajmujesz się także jakąś inną działalnością artystyczną?
Fotografią artystyczną, teatrem, kabaretem, muzyką filmową.
Opowiedz o swoich filmowych zainteresowaniach, ulubionych gatunkach, twórcach, aktorach.
Krótko: Krzysztof Kieślowski.
Po projekcji Zmierzchu świtu miałeś swoje 15 minut. Jak czułeś się w roli osoby publicznej, odpowiadającej na zadawane pytania?
Przede wszystkim czułem zmęczenie. Myślałem, że po projekcji udam się do domu i pójdę spać, stało się inaczej. Jestem zadowolony, że film wywołał dyskusje. To pozwoliło mi spojrzeć na niego z jeszcze innej strony i poprawić błędy. Mam nadzieję, że to zaowocuje w następnym filmie.
W kinie „Amok” wspomniałeś o zamiarze zrobienia kolejnego obrazu. Zdradź jakieś szczegóły dotyczące jego realizacji?
Tak mówiłem i mam nadzieję, że tak się stanie, ale nie wiadomo jakie mogą pojawić się problemy. Będzie to spore przedsięwzięcie, na planie pojawi się przeszło stu statystów. Tyle mogę powiedzieć.
Jak wyglądają spotkania Gliwickiego Klubu Filmowego „Wrota”?
Spotkania odbywają się raz na miesiąc, wtedy cała ekipa spotyka się i rozmawia o tym co robić, co zostało dokonane, co możemy zmienić itd. Klub działa przez cały czas, więc ogólnie widzę się z jego członkami dość często. Aby coś osiągnąć trzeba działać, a nie siedzieć.
Kto może zostać członkiem GKF-u?
Każdy, ale trzeba się wykazać, nie toleruję lenistwa. Każdy w klubie ma wyznaczone pole działania, a jeśli je przekroczy, to znaczy że stać go na więcej. Taki człowiek jest potrzebny: wykazujący się większą inicjatywą niż mu zadano. W klubie istnieją twarde zasady, ci co ich nie przestrzegają odpadają. Mamy wyznaczony cel i do niego zmierzamy. Nie idziemy po trupach. Ta droga jest dla niektórych trudna. Jeśli widzę człowieka, który chce się wykazać ale potrzebuje pomocy, to mu pomagam i to samo robią koledzy z klubu. Zaczynaliśmy od zera i idziemy do przodu. Tylko dlatego, że pomagamy sobie nawzajem.
Dziękuję za wywiad i życzę kolejnych artystycznych sukcesów.
Wywiad ukazał się w „Experyment” 1/2003
KINO NIEZALEŻNE Nowe filmy Gliwickiego Klubu Filmowego „Wrota”
30 maja 2003 r. w Klubie Literackim „Perełka” w ramach „Gliwickiej Nocy Poetów” miał miejsce pokaz nowych dokonań Gliwickiego Klubu Filmowego „Wrota”. Zaprezentowano dwa stosunkowo nowe filmy: nagrodzone Złotą Kanewką na tegorocznym festiwalu Kina Amatorskiego i Niezależnego we Wrocławiu Spojrzenie oraz premierowe Przesłuchanie. Kilkuminutowy niemy film Beniamina Szwed pt. Spojrzenie opowiadający w surrealistyczno - poetyckiej formie o świecie żyjącym we wszechobecnym pośpiechu, gdzie nie ma czasu i miejsca na spokojną refleksję, to niespotykany – jak na produkcję amatorską – popis możliwości montażowych, wyczulenie na tempo akcji, grę świateł i cieni oraz pewną tajemniczość właściwą filmom Davida Lyncha. Następujące po sobie nieco enigmatyczne ujęcia podkreślone klimatyczną - choć zapożyczoną – gotycką muzyką pobudzają widza do namysłu nad wątpliwym sensem „wyścigu szczurów”. Już wcześniejsze Oddalenie zdradzało zmiłowanie reżysera bardziej do onirycznego nastroju niż logicznych fabuł, przywoływało dokonania wczesnej awangardy francuskiej (Antrakt, Pies Andaluzyjski, Balet Mechaniczny). Bardzo udane Spojrzenie eksperymenty te kontynuuje. Trochę inaczej ma się sprawa z Przesłuchaniem lidera GKF-u - Marcina Kondraciuka. Tytuł przywodzi na myśl wybitny film Bugajskiego z Krystyną Jandą w roli głównej... i jest to skojarzenie zupełnie na miejscu. Pierwsza scena: dwóch mężczyzn ubranych w wojskowe mundury otwiera drzwi obskurnego, skąpo oświetlonego pokoju; w środku przy niewielkim stole siedzi inny mężczyzna. Zaczyna się sekwencja przesłuchania. Pierwsze trzymające w napięciu kilkuminutowe ujęcie z perspektywy statycznej kamery podkreślone realistycznym monologiem „dowódcy”, przekonującą grą aktorską, interesującym zastosowaniem sztucznego światła (żarówki, papierosy) oraz autorską muzyką w tle robi wrażenie. Potem jest już znacznie gorzej. W miarę rozwoju akcji pojawia się sugestia, że przesłuchujący są najprawdopodobniej przedstawicielami totalitarnej komunistycznej partii (sic!), a niezłamany dotąd torturami bohater staje przed nie pozostawiającą wielkiego wyboru alternatywą: podpisze pewien dokument i będzie wolny, lub nie podpisze, a poprzez to sprawi, że jego żona (także obecna w pokoju) będzie okrutnie cierpieć (pada sugestia „dowódcy” o ponad 40-tu żołnierzach, którzy od wielu miesięcy nie widzieli kobiety). Niestety są to motywy mocno wyświechtane, przetwarzane przez kino wielokrotnie, których nie ratuje zaskakujące ujęcie odkrywania przez oprawcę prymitywnych narzędzi tortur. Byłoby jednak niedopatrzeniem nie zauważyć, że reżyser stara się iść własną drogą: w momencie szantażu bohatera wprowadza dwie nowe postaci, odpowiedniki Anioła i Szatana, które zaczynają „toczyć duchowy spór”. Niestety drewniane monologi, takież same dialogi, teatralnie przerysowane aktorstwo odtwórcy roli Szatana oraz nijakie i sztuczne odtwórczyni roli Anioła zupełnie pogrążają całą scenę, przywodząc na myśl disneyowską kreskówkę o psie Pluto. Znika gdzieś autentyczność i dramatyzm pierwszych ujęć, ciężka klaustrofobiczna atmosfera małego pokoju. W puencie filmu (której nie zamierzam Czytelnikom zdradzać) pobrzmiewa szczątkowy ezopowy morał: warto być szczerym, godnym i honorowym człowiekiem. Film M. Kondraciuka, w swej reżyserskiej twórczości konsekwentnie dbającego o wymowę moralną utworów, przekazanie istotnych uniwersalnych wartości oraz stawiającego swoich bohaterów w sytuacjach skrajnych, jest zatem średnio udanym – choć zapewne stojącym w opozycji do tak często spotykanej u młodych twórców tendencji do „zabawy w kino”; zabawy nie naznaczonej żadną głębszą myślą – filmem amatorskim. Reżyser wyzbył się tym razem natłoku symboliczno – metafizycznych scen, które jednych frapowały, innych irytowały (jak to było w przypadku jego poprzedniego filmu pt. Zmierzch świtu , wyświetlanego w październiku zeszłego roku w kinie „Amok”), lecz to co zaproponował w zamian jest nieco nachalnym połączeniem naturalizmu i czytelnej chrześcijańskiej alegorii. Jeżeli miałbym wybierać pomiędzy dwoma filmami tegoż reżysera, optuję za nie pozbawionym błędów formalnych, lecz przejmującym i nastrojowym (niesamowita muzyka zespołu „Wrota” !) Zmierzchem świtu.
TOMASZ HIKMAN
Artykuł ukazał się w „Nowinach Gliwickich” nr 24 (2362), 12.06.2003
GOFFR II - Gliwicki Offowy Festiwal Filmów
Przed nami II Gliwicki Offowy Festiwal Filmowy – GOFFR. Pierwsza edycja festiwalu odbyła się w grudniu zeszłego roku, a zasłużony sukces frekwencyjny i rozgłos medialny towarzyszący imprezie przerósł chyba oczekiwania organizatorów – Stowarzyszenia „GTW”. Pokłosiem festiwalu była objazdowa ekspozycja w miastach województwa Śląskiego. Podczas tegorocznego GOFFRu, w dniach 28-29 X zaprezentowanych zostanie 38 krótkometrażowych filmów amatroskich i niezależnych (wyselekcjonowanych spośród 96 nadesłanych na konkurs), rywalizujących w 3 kategoriach: dokument, fabuła i „inne” (animacja, eksperyment, teledysk, impresja itp.), a oceniać je będzie profesjonalne jury w składzie: Krzysztof Tusiewicz, Marcin Koszałka, Adam Sikora, Piotr Zawojski. 30 X nastąpi wręczenie nagród i pokaz zwycięskich filmów. Wypada mieć nadzieję, iż poziom emitowanych filmów będzie tożsamy z poziomem zeszłoroczniaków. Tym razem także Gliwice będą miały swojego przedstawiciela - film pt. Ten Zły w reżyserii lidera GKF „Wrota”, Marcina Kondraciuka: zgrabnie zrealizowaną, nieco metafizyczną opowieść o klątwie pokoleniowych więzów. Start imprezy nastąpi w Kinie „Bajka” w piątek o godzinie 20:00. Sądzę, że i tym razem filmy funkcjonujące poza głównym nurtem kinematografii (a często w opozycji do niego), znajdą swoich fanów. Od filmów „offowych” oczekuje się m.in.: oryginalności, świeżego spojrzenia na dorobek kina, odwagi podejmowania trudnych tematów, interesującej realizacji technicznej, wyodrębnienia lokalności. Liczę, że i tym razem warunki te zostaną spełnione, a widzowie będą się świetnie bawić.
Tomasz Hikman
Artykuł ukazał się w „Nowinach Gliwickich” nr 43 (2484), 27.10.2005.
5 lat GKF "WROTA"
25 maja o godz. 18 w czytelni „Empik” odbyła się impreza urodzinowa Gliwickiego Klubu Filmowego „Wrota”. Równo 5 lat temu klub zainaugurował swoją – jak się później okazało – niezwykle owocną działalność. Ściany czytelni przyozdobiono wielkim transparentem klubu, zdjęciami przedstawiającymi pracę na planie filmowym i podczas warsztatów, artykułami prasowymi. Do wglądu dla zainteresowanych był obszerny album, szczegółowo ukazujący kilkuletnie działania. Za projektorem usiadł prezes klubu – Marcin Kondraciuk. Urodziny rozpoczął specjalnie na tą okazję zmontowany dokument, pokazujący cały wachlarz przedsięwzięć jakim patronował GKF: fragmenty zrobionych filmów krótkometrażowych, castingów i spektakli Teatru Nowej Sztuki (powstałego po połączeniu z Młodzieżowym Ruchem Kultury „Parnas”), warsztatów plenerowych, relacji z pobytu na filmowych festiwalach, koncertów zespołu „Wrota”, „głośnych akcji” PGES-u (Pirotechnicznej Grupy Efektów Specjalnych), wernisaży prac plastycznych członków klubu. Następnie doszło do prezentacji „szortów” zrobionych przez uczestników filmowo-fotograficznych warsztatów „Filmowe spojrzenie” (2003 r.) oraz „Wioska w cieniu miasta” (2004/05 r.). Spośród sygnowanych logiem klubu filmików nakręconych przez debiutującą młodzież, na większą uwagę zasługiwały: Dlaczego (migawka zdjęć przedstawiających okrucieństwa wojen), Przejście (przykład na to jak można ze zwykłej sytuacji „przechodzenia na pasach” wywołać paranoidalny nastrój - dzięki ciekawym zabiegom montażowym i muzyce Kronos Quartet), Film o niczym (groteskowa sekwencja rozgrywająca się na schodach „Jazz Clubu”), Ecce homo (nastrojowa metafora o człowieku). Jak żmudna, a i często zabawna, bywa praca aktorów na planie filmu offowego można było się przekonać oglądając duble scen z Przesłuchania (premierowy pokaz filmu miał miejsce w Klubie Literackim „Perełka”). Na zakończenie pokazu wyświetlono najbardziej reprezentatywne filmy „Wrót”: Zmierzch świtu, Spojrzenie oraz Ten zły. I chociażby dla tych 3 filmów warto było przyjść. Zmierzch świtu w reżyserii M. Kondraciuka to 16-to minutowa, nasycona mnogością alegorycznych obrazów opowieść o odosobnieniu, zbrodni i zemście (obszerna recenzja filmu - www.experyment.friko.pl/dzialy/publicystyka/7.html), która wyemitowana została w kinie „Amok” oraz w telewizji Jaworzno, rozpoczynając cykl poświęcony filmom niezależnym. Projekcję poprzedził interesujący reportaż. Spojrzenie - kilkuminutowe, czarno-białe, filozoficzno-surrealistyczne dziełko Beniamina Szwed, nagrodzono Złotą KANewką na IV Festiwalu Kina Amatorskiego i Niezależnego KAN 2003. Ten Zły Kondraciuka – zrealizowana dość dużym (jak na kino offowe) nakładem efektów specjalnych i zdjęć trikowych, historia z pogranicza horroru i fantasy ( o rodowej klątwie ciążącej na kolejnych pokoleniach), znalazła się w oficjalnej selekcji II edycji GOFFRa. Wśród zgromadzonych gości znaleźli się przedstawiciele Stowarzyszenia „Silesia Nostra”, Stowarzyszenia „GTW”, uczestnicy warsztatów, byli i obecni klubowicze, oraz ludzie od lat współpracujący z „Wrotami”. Gościem specjalnym był wybitny fotograf – Jerzy Lewczyński, który pochwalił działania twórcze podejmowane przez klub. Życząc kolejnych udanych lat, liczę iż przyszłe przedsięwzięcia GKF „Wrota” przyczynią się do umiejscowienia Gliwic na kulturalnej mapie kraju.
TOMASZ HIKMAN
Rozmowa z Beniaminem Szwed, gliwiczaninem, członkiem GKF-u "WROTA", zdobywcą Złotej KANewki na IV FESTIWALU KINA AMATORSKIEGO I NIEZALEŻNEGO KAN 2003 w kategorii "film fabularny" za Spojrzenie.
Czym Spojrzenie urzekło jurorów festiwalu KAN?
Szczerze? Sam nie wiem. Nie miałem możliwości rozmowy z nimi, czego bardzo żałuję.
Jak członkowie GKF-u przyjęli Twój sukces?
Po zdobyciu Złotej KANewki nie tylko mnie ogarnęła radość, lecz przede wszystkim członków GKF-u, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem. W pewnym momencie myślałem nawet, że oni są bardziej podekscytowani tym faktem ode mnie. Nie za bardzo odpowiada mi "bycie rozpoznawalnym" ( „sława” to za mocne słowo), czy też osiąganie sukcesów na większą skalę. Pasję reżyserowania filmów dzielisz z fotografią...
Co interesującego znajdujesz w robieniu zdjęć?
Inspiracje do zdjęć czy też filmów czerpię przede wszystkim z własnego spojrzenia na świat i obserwowania ludzi. Staram się dostrzec w życiu te rzeczy, które nie są widoczne gołym okiem; to czego wielu nie zauważa z powodu braku czasu czy też niechęci na głębsze refleksje nad życiem i tym co nas otacza.
Podobno masz w planach kolejny film... Zdradź czytelnikom "Nowin..." jakieś realizacyjne szczegóły!
Film jest już w trakcie produkcji. Szczegóły wolę pozostawić w tajemnicy aż do końca. Możliwe, że będzie on moją porażką, lecz teraz o tym nie myślę. Jest to mój pierwszy film z dialogami i „fabułą” , więc traktuję go jako wielką próbę.
Jak oceniasz poziom kulturalny naszego miasta pod względem organizowania imprez, przeglądów filmowych , wieczorów poetyckich?
Ludzie mają chęci, pomysły, lecz nie ma kogoś takiego, kto by tym wszystkim pokierował. Jeżeli organizowane są jakieś imprezy, to największą wadą jest brak informacji. Młodzież nie wie co dzieje się w naszym mieście; wychodzi z założenia, że tak naprawdę nie ma tu nic oprócz paru knajp i trzech kin. Słowa jakie w tej kwestii padają z ust innych to: "Jakie to miasto jest nudne, tu się nic nie dzieje". Te słowa mówią same za siebie.
Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych sukcesów twórczych.
Wywiad przeprowadził (w 2003 r.)
Tomasz Hikman

TOMASZ HIKMAN - KLUB WIDZIANY JEGO OCZAMI